Chyba nikogo nie zadziwie, jeśli powiem, że czytam kolejna książkę o Indiach. No coż, skoro nie moge podróżować na prawde to może chociaż palcem po mapie albo lepiej wzrokiem po kartkach i myślami po wymarzonych krainach. Tak było w przypadku Ucieczki do Indii Mroziewicza, tak było w Podóżach z Herodotem Kapuścińskiego, gdzie pojawił się wątek Indii (co za przypadek?) a teraz ... Czas zejść na ziemię. Mam do czynienia z książką, która w brutalny sposób sprowadziła mnie na ziemię.Max Cegielski w swojej Masali jest dość ... jakby to powiedzieć ... wulgarny? I takie książki może trzeba czytać. Niestety dla mnie nie mam w zwyczaju zostawiać niedoczytanych książek, stąd dokończę i tą. Nie żebym tryskała radością, ale z drugiej strony ciekawie jest spojrzeć na Indie z pozycji "warszafki". Poczytamy zobaczymy ;)
1 komentarz:
Znam, znam, czytałem.
Czy jest wulgarny?
Nie wiem.
Tak się składa, że miałem go okazję znać dawno, dawno temu, w tym mrocznym okresie jego życia.
Ta książka to chyba chęć rozliczenia sie z przeszłością i próba zaczęcia czegoś nowego, zachłyśnięcie sie nową ideą spajającą życie. Różna od narkotyków. Być może miejscami nieco naiwna. Tak ja to odbierałem.
Pewien mój kumpel również był w Indiach. I tez potwierdzał, że pryskają mity. Wszechobecna nędza i brud. I żadnej wyrafinowanej duchowości.
Prześlij komentarz